Antymaseczkowcy wyszli na ulice. Policja cierpliwie tłumaczyła

Image

Przyszli przed Halę Targową i przekonywali, że władza zabija naszą wolność. Stali bez maseczek, mimo, że od dziś trzeba zakładać je w przestrzeni publicznej. W całej Polsce trwają protesty antycovidowców. Dziś też podano, że w ciągu ostatniej doby test pozytywny wyszedł 5300 obywatelom.

Zwolenników nienoszenia maseczek, przyłbic i chust zasłaniających twarzy jest wielu. Niektórzy śmieją się z pandemii, inni uważają, że wirusa nie ma, jeszcze inni wskazują na zaniedbania w służbie zdrowia spowodowane skupieniem całej uwagi jedynie na koronawirusie. Mieli ze sobą transparenty, mieli megafon, skandowali i zachęcali do „włączenia myślenia”.

Dziś chwalono tych naukowców, którzy nie popierają izolacji, skandowano hasła i dyskutowano między sobą. W końcu wkroczyła policja i zaczęła dyscyplinować słownie łamiących przepisy. Funkcjonariusze stanęli na wysokości zadania, bo cierpliwie rozmawiali z mieszkańcami, tłumaczyli i… spisywali tych, którzy nie zasłaniali twarzy.

Podobne protesty odbywają się dziś w całej Polsce. O 16:00 spotkanie przewidywane jest również w Rzeszowie.

Całe spotkanie sfilmowaliśmy dla Was.

Materiał video

Przewiń do komentarzy































































Komentarze

Dodaj swój komentarz

Przed publikacją zapoznaj się z Polityką Prywatności. Pamiętaj ponosisz odpowiedzialność za swój wpis!
By sprawdzić czy nie jesteś bootem, wpisz wynik działania: 1 + 1 =
~Mariola

Do długiego wywodu Marcina i pieprzenia, że nie ma nikogo kto by podważał wielkie dobro ludzkości jakim są szczepionki proponuję się zapoznać z opinią Pani prof. Marii Doroty Czajkowskiej-Majewskiej - neurobiolog i bichemik, która przez ponad 20 lat, jako badaczka kliniczna, prowadziła badania wpływu różnych substancji na uszkodzenia mózgu. Jako produktywny naukowiec, jej prace były często cytowane w świecie naukowym co zaowocowało 2-krtoną nominacją do nagrody nobla.

~Marcin

W sobotę w około 50 miastach Polski odbyły się marsze i protesty tzw. antycovidowców / antymaseczkowców, zwolenników szeregu teorii dotyczących pandemii koronawirusa SARS-Cov2. Wiece te gromadziły od kilkunastu do kilkuset osób w zależności od miasta. W stolicy w demonstracji wzięło udział kilka tysięcy osób.

Zgromadzeni w różnych miastach przeciwnicy obostrzeń związanych z pandemią, będący w większość negacjonistami jej istnienia, nieśli ze sobą transparenty mówiące o globalnym spisku lekarzy, firm farmaceutycznych i rządów, mającym na celu odbieranie obywatelom ich praw i wolności. W wygłaszanych przemowach kwestionowali nie tylko podejmowane przez rząd i instytucje państwa działania ale porównywali obostrzenia nawet do terroru nazistowskiego czy stalinowskiego (!).

Wśród transparentów widoczne były często te reklamujące grupę o nazwie „Stop NOP”, której przewodzi Justyna Socha, będącej główną organizacją polskiej odnogi ruchu antyszczepionkowców, kwestionującego zasadność szczepień ochronnych i obowiązek poddawania się niektórym z nich. Stworzona przez organizację Sochy grafika „Covid 1984” mająca nawiązywać do powieści Orwella i sugerować, że pandemia jest globalnym spiskiem na rzecz totalnej kontroli nad masami ludzkimi, była widoczna na niemal wszystkich protestach w całym kraju.

Na innych wypisane były hasła „Stop plandemii” (hasłem „plandemii” antymaseczkowcy określają obecną pandemię, sugerując właśnie jej odgórne zaplanowanie przez mroczne siły globalnych elit), „Precz z kagańcami”, „Pandemia to ściema” itp. Zgromadzenia te w wielu miastach nazwane zostały „Marszem o wolność” a np. w Białymstoku zarejestrowane zostało jako „protest przeciwko globalistycznym zapędom rządu”. Większość uczestników protestów nie stosowała się do zaleceń sanitarnych, nie nosiła maseczek i nie zachowywała zalecanego dystansu. Interweniująca policja w większości przypadków ograniczała się do upominania i spisywania uczestników, jedynie w Gdańsku użyto gazu pieprzowego.

W Warszawie, gdzie na Placu Zamkowym odbył się największy z sobotnich protestów, w towarzystwie Justyny Sochy, przemawiał poseł Konfederacji Grzegorz Braun, który jest szczególnie aktywny na polu negacji pandemii i łączy to zjawisko z szeregiem teorii spiskowych oraz chętnie otacza się osobami takimi jak Justyna Socha. Kulminacją antymaseczkowej krucjaty posłów Konfederacji była w ostatnich dniach żenująca awantura w Sejmie, która jednak, o zgrozo, spotkała się z zachwytem „środowiska antycovidowców”.

Przeciwnicy obostrzeń i podejmowanych działań nie próbują wytykać władzom błędów w podejmowanych działaniach, a tych jednak wyliczyć można sporo, nie próbują także wskazywać innych rozwiązań kryzysu, choćby pomagając dostosowywać podejmowane kroki adekwatnie do sytuacji i zgodnie z logiką, likwidując przy tym nadużycia czy patologie jakie w ciągu ostatnich miesięcy wystąpiły, biorąc pod uwagę coraz większą wiedzę na temat samego wirusa, skupiają się oni na negacji zjawiska i dopisywaniu do tego rozbudowanych teorii spiskowych w czym przoduje poseł Braun oraz jego przyjaciółka Socha.

Justyna Socha na stronach swojej organizacji opisuje siebie jako działaczkę społeczną oraz felietonistkę Warszawskiej Gazety oraz miesięcznika Zdrowie Bez Leków, który wycofany został ze sprzedaży m.in. w Biedronce, Carrefour oraz na Allegro, z powodu promowania szkodliwej społecznie dezinformacji w czasie pandemii, co zwolennicy Sochy oczywiście odczytali jako atak złowrogich sił na „tych mówiących prawdę”. W piśmie tym publikował, obok Sochy, Jerzy Zięba, internetowy szarlatan sprzedający „lewoskrętną witaminę C” oraz dowodzący, że bezprzewodowa sieć wi-fi prowadzi do bezpłodności u małych dziewczynek.

Socha jest także prelegentką na przeróżnych spotkaniach zwolenników teorii o szkodliwym wpływie sieci 5G na ludzkie zdrowie, sympatyków homeopatii i, oczywiście, przeciwników szczepień. Jest ona promotorką byłego brytyjskiego lekarza Andrew Wakefielda, pozbawionego prawa wykonywania zawodu lekarskiego po wykryciu jego fałszerstw dotyczących wpływu szczepionki MMR na występowanie u dzieci zaburzeń ze spektrum autyzmu. Skompromitowany i zdemaskowany oszust do dziś w gronie antyszczepionkowców występuje w roli guru, którego misję próbuje zdyskredytować „big pharma” czyli przemysł farmaceutyczny. Wakefield, już po odkryciu jego oszustw występował w Polsce w 2019 roku na zaproszenie organizacji Justyny Sochy, na zorganizowanym przez „Stop NOP” wiecu w Warszawie i konferencji po nim.

Innymi osobistościami z jakimi występuje Socha jest dr. Jerzy Jaśkowski, były pracownik Uniwersytetu Gdańskiego (zatrudniony na nim w latach 1973-2000), od którego teorii na temat szczepień odcięły się w oficjalnym oświadczeniu władze uczelni. Jaśkowiak twierdzi z kolei, że wirus nie istnieje, tak samo jak nie istniał poprzedni szczep wirusa SARS czy wirusa tzw. ptasiej oraz świńskiej grypy. Twierdzi on także, że wszelkie szczepienia szkodzą zdrowiu (!), znane nam z przeszłości epidemie były kolejnymi próbami „rządu światowego” w celu przejęcia totalnej kontroli nad ludzkością, reklamuje za to „NANO-wodę” i homeopatię.

W imprezach tego typu bierze udział, reklamowana przez Grzegorza Brauna, Justyna Socha. Mało tego, jej organizacja jest partnerem powstałego w 2016 roku Parlamentarnego Zespołu ds. Bezpieczeństwa Programu Szczepień Ochronnych Dzieci i Dorosłych. Zespół ten ma na celu „krzewienie rzetelnej wiedzy o szczepieniach” a w jego skład wchodzą m.in. posłowie Robert Winnicki oraz Piotr Liroy-Marzec. Postulaty antyszczepionkowców pod przewodnictwem Sochy poparł w 2017 roku Patryk Jaki, jednak w następnym roku wycofał się z tego.

Paradoksem działalności Sochy i jej organizacji jest to, że organizując społeczny opór przeciwko obostrzeniom dotyczącym pandemii koronawirusa (od samego początku), zarzuca ona „ciemnym siłom” szerzenie strachu, podczas gdy jej dotychczasowa działalność, oparta na zdyskredytowanych naukowo personach, opierała się właśnie na straszeniu skutkami szczepionek, na które nie ma najmniejszych nawet dowodów, i podsycaniu opartej na teoriach spiskowych paniki w związku z nimi, co zarówno w Polsce jak i na świecie poskutkowało nie tylko zwiększeniem się liczby dzieci nieszczepionych i zwiększoną zachorowalnością, ale powrotem chorób, które wydawały się już pokonanymi. Grzegorz Braun wzbogacił to przesłanie swoimi, ubranymi w długie zdania i kwieciste porównania, wywodami o, niemal apokaliptycznym, starciu sił światła i ciemności.

Justyna Socha i jej zwolennicy (a także część sympatyków Konfederacji), którzy różnią się pomiędzy sobą w następujący sposób: „wirus nie istnieje” vs „wirus istnieje ale nie jest groźniejszy od grypy” w żaden sposób nie zaangażowali się w przeciwdziałanie zaistniałemu kryzysowi np. próbując wypracować rozwiązania tej sytuacji i (mając możliwości) przedstawić je rządzącym, nie mówiąc już o jakimś osobistym zaangażowaniu w pomoc na początku pandemii, od samego początku stawiając na negację i budowanie spiskowej narracji (zagospodarowując tym sposobem część elektoratu w przypadku polityków), tym samym zapisując się do zażartych zwolenników nowopowstałych barykad w polskim społeczeństwie i wytworzenie nowej linii podziałów, które już dziś często charakteryzują się agresją w stronę przeciwników. Spory „PiS czy PO” wydają się, chwilowo, blednąć gdy zagłębimy się w dyskusje pomiędzy „niewolnikami”, jak określani są ci, którzy obostrzeń przestrzegają i zakładają „kagańce” w postaci maseczek a „egoistami”, którymi określa się tych, którzy będąc przekonanymi o nieistnieniu wirusa, nie zamierzają zachowywać środków ostrożności, choćby tylko dla przekory umacniającej ich poczucie bycia „antysystemowcami”. Cała ta dyskusja spłycona jest do poziomu, niestety, charakterystycznego dla dzisiejszego świata, internetowej dyskusji i „memów”, stąd z jednej strony wyśmiewane są maseczki porównywane do profesjonalnych ubrań ochronnych a z drugiej narasta obawa przed tymi którzy wszelkie środki ostrożności „mają gdzieś”.

Justyna Socha, zapobiegawczo, nie odcina się od nikogo, kto mógłby poprzeć jej karierę pseudonaukowej celebrytki, zatroskanej nie tylko o zdrowie szczepionych dzieci ale i nasze wolności odbierane pod pozorem sztucznie wywołanej pandemii („plandemii”). Stąd w cały szereg ludzi, którzy dodają jej splendoru ważnej i zaangażowanej osoby, wchodzą i ci, którzy uważają, że sataniści do spółki z masonami zaplanowali pandemię, zwolennicy teorii o chipach, które chce nam wszczepić ze szczepionkami Bill Gates (do tych zalicza się sam Grzegorz Braun), przeciwnicy sieci 5G uważający, że fale elektromagnetyczne zamienią nas w zombie, które można w danym momencie „wyłączyć” jak i ci wierzący w to, że właśnie w Polsce odkryto „NANO-wodę” oraz paliwo, które lada dzień wyprze z rynku paliwa kopalne a produkcja litra owej magicznej cieczy kosztować będzie 5 groszy.

~Mariola

~Mariola
przecież Mentzen nie wypowiada się w kwestiach medycznych, tylko czysto statystycznych - w tym w czym akurat jest dobry. Zrobił ci porównanie i podał konkretne liczby, ale jak większość plujących tutaj toksycznym jadem masz problem ze zrozumieniem słowa pisanego.

~covid

Policja w stosunku do tych protestujących bezmózgowców postąpiła niewłaściwie.
Po co pouczać, wypisywać mandaty, których i tak nie przyjmą, lepiej spisać towarzystwo i niech karę administracyjną - max 30 000 zł wymierzy SANEPID.
W tym przypadku, najpierw trzeba zapłacić a później dochodzić swoich racji w Sądzie.
Może to powstrzyma oszołomów, płaskoziemców.

~Głupek

Michał Twój wywód jest zbyt długi. Ci wszyscy krytykanci nawet nie przeczytali jednego zdania z zamieszczonych banerów, które są pod artykułem. Oni nadal myślą, że protestujący krzyczeli, że nie ma wirusa. Tymczasem na banerach jak byk napisane: "WIRUS JEST, PANDEMII NIE MA". Większość to zakompleksione trole.

~Do Michał

A doktor Mentzen to która uczelnie medyczną skończył ?Z całym szacunkiem ale może być autorytetem w dziedzinie ekonomii a nie medycyny. To właśnie mnie najbardziej drażni u polityków Konferencji , każdy z nich jest absolutnym ekspertem od wszystkiego taki Braun czy Korwin znają się na wszystkim od ekonomii przez medycynę, historię, sprawy klimatyczne po loty w kosmos są absolutnymi wyroczniami dla swoich kuców.

~Mariola

Do tego znawcy tematów od czujników dwutlenku węgla (piszącego poniżej), informuje, że w pomieszczeniach, w których przebywają ludzie przyjmuje się wartość dwutlenku węgla wynoszącą 800 ppm. To taka jednostka służąca do wyrażania stężenia rozcieńczonych roztworów związków chemicznych. Czujniki w pomieszczeniach zaczynają dawać sygnał od 1200 ppm.

~Cycu

Ja nie mówię, co trzeba, tylko jak to wygląda w praktyce. Jeżeli wiemy, że większość ma wyrąbane na covida i te szmaty, to znaczy, że roznoszą bakterie i wirusy, bo uzywają ich w niewlasicwy sposób. Czyli logiczne jest, że nawet dla ciebie, lepiej żeby nie było przymusu, bo ty sobie możesz prac do woli i wdychać pozostałości po proszkach - po chemii. Niektórym to proszki powodują uczulenia skórne, ale tobie to nawet wdychanie nie zaszkodzi. proste formy życia nie potrzebują wiele.

~Michał

Świetny wpis Sławomira Mentzena na Facebooku: Jesteśmy w trakcie zbiorowego szaleństwa. Ludzie odlecieli i zatracili zupełnie zdolność do krytycznego myślenia. Uznani naukowcy, dziennikarze, nie mówiąc już o politykach i osobowościach twitterowych, walą absurdalnymi, na ogół czysto emocjonalnymi argumentami jak cepem, bez odrobiny refleksji i bez pokory względem skomplikowania otaczającego nas świata.

Ekscytowanie się codziennymi danymi o liczbie testów pozytywnych świadczy o totalnym ogłupieniu komentatorów. Od samego początku było najzupełniej oczywiste, że testy wykrywały tylko jakąś część osób zakażonych. Skoro zdecydowana większość zakażonych nie wykazuje żadnych objawów, nie ma powodu, by uważać, że liczba testów pozytywnych jest choćby zbliżona do prawdziwego poziomu zakażeń. Obecnie, gdy kilkanaście procent testów jest pozytywnych, prawdopodobnie nie zgadza się już nawet rząd wielkości faktycznie zakażonych. Mimo to, codziennie rano nowa liczba podawana przez Ministerstwo Zdrowia jest najważniejszą informacją dnia. Następnie sumuje się wyniki i podaje liczbę chorych od początku pojawienia się koronawirusa w Polsce, która to liczba również nie ma żadnego znaczenia. Istotne są dane o całkowitej śmiertelności, o śmiertelności z powodu wirusa i o miejscach w szpitalach.

Całkowita śmiertelność w Polsce, póki co, jest w normie. Jeżeli spojrzymy na wykres śmiertelności, nic się na nim nie dzieje. W Polsce codziennie umiera średnio 1100 osób. Ponad 70% z tej liczby to nowotwory i choroby układu krążenia. Nawet dziesiątki zgonów na wirusa dziennie byłyby mało istotne w porównaniu do wszystkich zgonów. I tu wchodzimy w bardzo ważny aspekt tej wojny z wirusem. W wyniku nakręcenia histerii doszło do drastycznego (o kilkadziesiąt procent) spadku wykrywania nowotworów, chorób serca i udarów. Jeżeli odłożymy na bok myślenie magiczne, według którego histeria koronawirusowa ograniczyła pojawienie się nowotworów, jak na dłoni widać, że znacząco zwiększymy śmiertelność z powodu nowotworów w następnych latach. Nie bez powodu lekarze od lat mówią o absolutnie kluczowym czynniku - jak najwcześniejszej diagnozie. Teraz, z powodu strachu, tej diagnozy nie ma.

Na kwarantannie siedzi już 230 tysięcy osób i liczba ta bardzo szybko rośnie. I znowu. Jest zupełnie oczywiste, że nie wysyłamy na kwarantannę wszystkich, którzy zetknęli się z osobami mającymi test pozytywny. Tym bardziej nie wysyłamy na kwarantannę osób, które zetknęły się z zakażonymi wirusem a którym nie przeprowadzono testu. W związku z tym na kwarantannie siedzi mały ułamek osób, które powinny tam siedzieć, aby ten masowy areszt miał jakikolwiek sens. Przebywanie na kwarantannie w istocie nie świadczy o tym, że ma się ponadprzeciętną szansę zachorowania, a o tym, że ma się ponadprzeciętnego pecha.

Wzrost zakażeń nie ma prawa zatrzymać się w inny niż naturalny sposób, jeżeli odrzucimy totalny, wręcz chiński lockdown. Nie można powstrzymać kolejnych zakażeń, tak samo jak nie mogliśmy do tej pory powstrzymać corocznych nawrotów grypy. Nie tylko w Polsce. W Europie również. Jedyne co można zrobić, to udoskonalać leki i procedury leczenia oraz dostosować zdolność systemu ochrony zdrowia do obecnych potrzeb. Dlatego nie ma sensu oceniać skuteczności państw przez pryzmat liczby zakażeń. Trzeba patrzeć na śmiertelność, a ta, póki co, na Zachodzie jesienią jest niziutka. U nas szybko rośnie. Przygotowaniami na jesień trzeba było zająć się wiosną. Niestety jak to zwykle bywa w naszym państwie z dykty, reformowanym trytytkami, nic w tym kierunku nie zrobiono. Ważniejsze były wybory, rekonstrukcja rządu i napawanie się, jak to świat nam wszystkiego zazdrości.

Premier Mateusz Morawiecki w okresie wyborczym robił z siebie pajaca, publicznie przekonując osoby starsze, że wirus został pokonany i jest już zupełnie niegroźny. Oznacza to, że świadomie kłamał lub naprawdę w to wierzył. Pierwsza alternatywa by w ogóle nie dziwiła, druga tłumaczy zupełny brak przygotowań do jesiennej fali zachorowań.

Właśnie, grypa. Równie mocno wielu ludzi przywiązało się do innej absolutnie niewiarygodnej danej - do liczby zgonów spowodowanych grypą. Według oficjalnych danych w Polsce umiera co roku na grypę około 100 osób. Czasem jest to 60, a czasem 140. Tymczasem w przeliczeniu na liczbę ludności, w innych państwach zgonów jest 100 razy więcej. Dlaczego? Ponieważ w Polsce lekarze nie podają grypy jako przyczyny zgonu. Co zresztą sami przyznają w wielu wywiadach. W zależności od roku zgonów na grypę jest więc w Polsce pomiędzy 6 a 14 tysięcy. I nie powoduje to corocznej histerii połączonej z dewastowaniem gospodarki, terroryzowaniem ludności, niszczeniem porządku prawnego, szkolnictwa, zamykaniem szpitali przed chorymi, masowym testowaniem i podawaniem na czerwonym pasku w telewizji liczby testów pozytywnych.

Gdy mówię o tym co powyżej, gdy mówię o nieznanych jeszcze, długoterminowych skutkach walki z wirusem, w obszarze szkolnictwa, relacji społecznych, dzietności, porządku prawnego, wykrywania nowotworów, obniżenia odporności, to druga strona dostaje histerii i z absolutnym przekonaniem o swojej własnej moralnej wyższości, z góry wyzywa mnie od nieodpowiedzialnych osób, które nie doceniają powagi sytuacji, gardzą czyimś życiem i epatują własnym egoizmem. W takich warunkach, przy tak wysokim poziomie emocji, debata na argumenty jest niemożliwa. I to jest jeden z największych problemów. W nauce stawia się tezy, próbuje ich dowodzić, inni próbują je falsyfikować, a cały proces zbliża nas do prawdy. Obecnie nic takiego się nie dzieje.

Osobiście najchętniej przesiedziałbym cicho następne miesiące, mając świadomość, że większość ludzi jest w tym momencie zupełnie niezdolna do przyjęcia argumentów. Niestety czuję, że mam moralny obowiązek zabierania głosu. Obowiązek ten mają też lekarze, publicyści i ludzie nauki. Niestety nieliczni ten obowiązek wypełniają. Wymienię tu Rafała Ziemkiewicza, Łukasza Warzechę, Rafała Otokę-Frąckiewicza, czy lekarza Pawła Basiukiewicza. Oni walczą o prawdę, o powrót rozumu i o zakończenie tej histerii. Niestety na razie są to głosy wołające na puszczy. Jeżeli ich nie wesprzemy, to długo się tu nic nie zmieni.

~Do cycu

Chyba to logiczne że maseczkę trzeba regularnie zmieniać i prać. Może policja ma jeszcze sprawdzać stan twoich gaci?

~Mariola

Co za kretyni. Są czujniki czadu i dwutlenku węgla też są. Średniowiecze i ciemnogród. Zakładaj maskę, twój mózg tlenu nie potrzebuje.

~Cycu

Sprawa jest prosta. Mało kto wymienia szmatę 20 razy dziennie, bo ona nie służy im do zabezpieczenia. Maska służy do uniknięcia mandatu i tyle. Policja nie sprawdza w jakim jest stanie maska, ile jest nie niej bakterii i wirusów, które ludzie między sobą roznoszą. Bo te ich maski wymacane rękami, które nie były myte po posiedzeniu na klopie i trzymane po brudnych kieszeniach, to samo siedlisko najgorszego badziewia. Maski roznoszą choróbska i tyle w temacie. Żaden doktor i profesor tego nie podważy. Jak będzie próbował, to znaczy że ten dyplom może sobie włożyć tam gdzie słońce nie dochodzi. Możesz iść do szpitala z zakrytą maską umaczaną w gnojowicy i cię wpuszczą, bo stworzyli sobie iluzję, że cokolwiek na mordzie ich zabezpiecza.

~Baltazar

Idę przez miasto bez maseczki patrzą się na mnie jak na idiotę.Ja mam argumenty żeby jej nie nosić.Natomiast noszący je mają jeden.Bo kazali ....

~Do Mariola

Tak czujniki dwutlenku węgla? Chyba u ciebie w chałupie. Ale dla takich imbecyli dwutlenek czy tlenek węgla ( czad) to jedno i to samo. Gratuluję wiedzy.

~Mariola

do ~Jxnxj
Bo mamy takich biologów jak ten poniżej. Nauka zeszła na psy. Wypuszczają tumanów z dyplomami, co nie umieją połączyć faktów. Skoro jest coraz więcej wykształconych ludzi z dyplomami to nie znaczy, że nagle jest tylu mądrych, a tylko to, że poziom nauki został obniżony.

~Mariola

Że ten drugi ma pretensje smiech2

~Niki

Ooo nawet z ulotkami jest kolo z kontroli ...ten to autorytet do sluchania adhd reszta nie lepsza widze

~Jxnxj

Witam.

Tak mnie zastanawia jedna rzecz.
Skoro przy epidemii wirusa, którego śmiertelność jest praktycznie zerową (przy braku "chorób współistniejących") ludzie panikują do tego stopnia, że dochodzi do pobić, ataków na osoby bez maseczek a szpitale (!!!) są zamykane to co działoby się w kraju gdyby ten wirus miał śmiertelność na poziomie 5 - 7%? Lub więcej?

Czy nikt nie zauważył, że (nie tylko Polska) jako kraj jest kompletnie nieprzygotowany na taką ewentualność? Nic nie uwidacznia bezsilności rządu jak ta epidemia. A do tego teraz jak na dłoni widać, że rządzący mają zwykłych ludzi za nic. Za śmieci.
Czemu Kaczyński albo jego bratanica chodzą bez maseczek? A Szumowski?
Nikt ich z tego nie rozlicza.
Jakkolwiek sam uważam, że maseczki to debilizm, to czemu zwykli ludzie dali się tak otumanić TVP i propagandzie, że słuchają tych wszystkich głupot?
Skoro na 40000 testów mamy 5000 chorych, to realnie w 40 milionowym kraju mamy 5 milionów chorych. Statystyka. Tej choroby nie da się opanować. Trzeba się do niech przyzwyczaić jak do ospy. I przechodzić będąc młodym. Wtedy jest niegroźna.

Obudźcie się, ludzie...

~Mariola

Do BIOLOG.
Oczywiście, że bez dwutlenku węgla to by nasze komórki obumarły, bo jest on potrzebny aby hemoglobina oddała im tlen. Cóż z ciebie za ignorant. Nikt nie mówi o chwilowym wstrzymywaniu oddechu, a o długotrwałym wdychaniu powietrza zubożonym w tlen i o zwiększonym stężeniu dwutlenku węgla. Po co w pomieszczeniach montuje czujniki alarmujące o podwyższonym stężeniu dwutlenku węgla? Jeżeli jest jak piszesz i z tych 21% tlenu wykorzystujemy 4% to ile wykorzystasz jeżeli pod maską nie będzie 21%, a pomiędzy 15 i 19%? Znasz kolarza Jaskółę, który mówił właśnie o zakrywaniu ust i nosa przez zawodników? Byli tacy kolarze co w zimowych turniej zasłaniali twarz, co nie jest wskazane przy wysokim wysiłku. Wszyscy oni nie dożyli sędziwego wieku. Dla staruszka wejście na piętro jest ogromnym wysiłkiem, pójście i powrót z zakupów również. Tacy ignoranci jak ty są niebezpieczni, nawet jeżeli z dyplomem biologii. Ignorant zwykły od ignoranta z dyplomem różni się jedynie tym, że ma pretensje.

~siwy

niech ta paranoja się już skonczy. mam dosyć tego cyrku

~Głupek

Zauważyłem, że są tu ludzie rozsądni i umiejący argumentować. Są przy tym dość powściągliwi i grzeczni. Potrafią sklecić więcej niż jedno zdanie, a są to osoby, które nie zgadzają się z tym przymusem maskowania. Reszta tylko próbuje ich zgłuszać bełkotem i wyzwiskami - zero argumentów. Może to niewłaściwe dotlenienie mózgu spowodowane samoograniczaniem tlenu?

~BIOLOG

~Mariola, ty wogóle nie masz pojęcie jak wygląda fizjologia ludzkiego organizmu. Wiesz co to RKZ? Równowaga kwasowo- zasadowa, i nie jest tak łatwo ja zaburzyć. Gdyby tak było co chwile wpadałabys w kwasice lub zasadowice metaboliczną bądź oddechową i balansowalabys na granicy życia i śmierci. Mamy naturalne mechanizmy ktore przed tym chronią, a ph krwi utrzymuje się miedzy 7,35 a 7, 45. Jakby noszenie maseczki miało to zmienić, to wstrzymanie oddechu na chociażby 10 sekund też by Cie zabilo. A jakbyś sluchala lepiej na biologii w szkole to byś wiedziala, że CO2 caly czas krąży w naszej krwi bo jest transportowany z tkanek (gdzie zachodzi oddychanie komórkow)przez erytrocyty do płuc.A tak wogóle z powietrza wdychanego w którym jest 21% tlenu wykorzystujemy tylko 4% a pozostałe 17% wydychamy. Ucz się więcej a nie piszesz głupoty!

~Mariola

Chorobom to w większości będą ulegać osoby noszące maski. Toż bakterii, wirusów i grzybów człowiek ma w sobie i na sobie więcej niż komórek własnego ciała. Całe życie tak mamy i wymieniamy się tą florą, która jest składową naszego systemu immunologicznego. Dopiero przy specyficznych warunkach i spadku odporności, może się zdarzyć, że któryś z patogenów może spowodować, że zachorujemy. Biorąc tą durną retorykę, jaką się forsuje w mediach głównego ścieku, trzeba uznać, że człowiek od wyjścia na świat do śmierci nie jest nigdy zdrowy, a bezobjawowo chory na te wszystkie patogeny. Izolacja, nadgorliwa dezynfekcja i unikanie kontaktów z ludźmi - czyli brak wymiany tej flory, upośledza system odpornościowy i naraża na choroby. Toż to podstawowa wiedza immunologiczna. No a może coś się zmieniło od 2020 roku? Macie w mieście kilka siłowni. Uczęszczają do nich setki ludzi. Wymieniają się tam potem, oddechem, jeden po drugim używa sprzętu, są nawet koksy, które nieładnie pachną, bo nie często mają kontakt z mydłem. Słyszeliście, żeby ktoś z siłowni wyniósł chorego na covida? Gdyby było jak wam media forsują, to ludzie aktywni, uprawiający sporty powymierali by jako pierwsi. Chcecie dbać o osoby starsze, to zafundujcie im kąpiele w morzu - niech przez skórę pownikają im te dobroczynne sole. Zaprowadźcie ich do lasu, niech wdychają unoszące się olejki eteryczne z roślinności. Wystawcie ich na słońce, niech zyskają trochę witaminy D3. Przede wszystkim nie upośledzajcie im wymiany tlenowej - nie podduszajcie ich.

~Kiki

Władza zdecydowała - od dziś wszyscy musimy nosić maski. Litera, w tym wypadku bezprawia, nakazuje zasłonić twarz, ale nie wskazuje konkretnego sposobu, ani wymogów by faktycznie zapewnić ochronę przez zarażeniem. Może to być komercyjna maska chirurgiczna, budowlana, chustka bawełniana lub wszelakiego rodzaju przyłbice, kaski i inne pomysłowe rozwiązania. Mamy być zamaskowani. O skuteczność rozwiązań nikt się nie martwi. Sprawa jest prosta albo maska albo mandat.

Takie postępowanie doprowadziło do tego, że ludzie noszą maski ponieważ bardziej obawiają się mandatu niż samego wirusa. Osiągnięto cel odwrotny od zamierzonego. Przez zakazy i restrykcje maska stała się formą kary, zamiast formą ochrony. Do tego wszystkiego dochodzi brak logiki we wprowadzanych obostrzeniach. Nasuwa się pytanie, czy aby na pewno chodzi o nasze zdrowie?

Wirus wywołujący COVID-19 okazuje się być świetnym narzędziem do testowania reakcji społecznych. Po wprowadzeniu restrykcji rząd doskonale widzi jaka część obywateli godzi się, a jaka protestuje. Gdy tylko ucisk jest za mocny to szybko się wycofuje i bije sobie brawo. Czy obecnie mamy inne mechanizmy? Nie. Raz wirus jest niebezpieczny, raz opanowany - raz lasy są bezpieczne, a potem zaraz już nie są. Raz maseczka chroni, potem nie chroni, by potem znów zaczęła chronić. Najpierw zamyka się restauracje by potem je otworzyć. Praktycznie każda branża ma swoje problemy będące wynikiem decyzji rządowych. Gdzie w tym wszystkim logika i konsekwencja? Nie ma i niestety nie spodziewałbym się, żeby szybko się pojawiła.

Wolność jest tym czego rządy nienawidzą, dlatego tak chętnie korzystają z każdej okazji by ją odebrać społeczeństwu. Każdy pretekst jest dobry. Nie tak dawno temu był to terroryzm, dziś jest to koronawirus. Za każdym razem odbiera się wolność po kawałku, tak by nikt się nie zorientował. Nie zdziwię się, jak za chwilę (zgodnie z zasadą dziel i rządź) dojdzie do "segregacji" społeczeństwa na tych "odpowiedzialnych" i "nieodpowiedzialnych". Jedni dostaną przywileje, a drudzy utrudnienia. Raz odebrana wolność nigdy sama nie wraca - trzeba zawsze o nią walczyć. Najlepiej ujął to jeden z ojców założycieli USA, Thomas Jefferson: "Kiedy obywatele boją się rządu, to mamy tyranię. Kiedy rządy boi się obywateli, to mamy wolność."

PS Czy ktoś wie gdzie podziało się 70 mln złotych wydanych przez Sasina na wybory, które się nie odbyły?

~Olo

Pała i zimna woda.

~Toxomruk

Nikt nie zwraca na nich uwagi to się lansuja. Może później do wyborów beda startować. Zwracają hlowe policji, ta zamiast scigac złodziei to musi pilnować " protestujacych".

~Cipsy

Ta gruba w bordowej kurtce z synem jak by nigdy cipsow nie jadła. Syn to samo darmowa wyzerka

~Feliks

Najlepsza na tym wiecu była ta tłusta w okularach .....cały czas żarła chrupki

~Wrr

Prosze wziąć od tych ludzi oświadczenia ze nie będą korzystać z leczenia szpitalnego w razie choroby, niech pozniej sami sobie radzą jak ich wirus dopadnie, zeby pozniej nie zabierali lekarzy innym :/

~Mariola

To porozmawiaj z chirurgiem. Maska chirurga nie zabezpiecza go ani pacjenta przed wydychanymi wirusami (może tylko w nieznacznym stopniu), ale sprawia, że jak komunikuje się z innymi medykami na sali operacyjnej to przynajmniej nie pluje człowiekowi we wnętrzności. Po drugie chirurg pracuje w dużo sterylniejszym środowisku, gdzie nie ma tyle kurzu i wszelakich pyłów, a mimo to co te 20 czy 30 minut zmienia się mu maskę, a zużytą wyrzuca do śmietnika. Bo jak pewnie nie wiesz, wilgotna maska staje się pożywką dla bakterii. Wy nosicie szmaty przez cały dzień i w 90 % używacie jednej całymi tygodniami, rzucając je gdzie popadnie, nosicie je w kieszeniach i macacie łapskami roznosząc w ten sposób patogeny. Druga rzecz, to przed patogenami człowiek ma najlepiej chroniony przewód pokarmowy, następnie skórę, a na końcu krew. To logiczne, bo patogeny muszą przejść najpierw przez te dwie bariery (przewód pokarmowy, skóra). Zauważ, że jak chirurg rozetnie człowieka, to te dwie bariery są już pominięte.