Wigilijne uszka z grzybami

Image

Czas najwyższy zabrać się za wigilijne smakołyki. Dziś uszka wigilijne do czerwonego barszczu. Gdy 24 grudnia za oknem zjawi się już pierwsza gwiazdka, w wielu domach tej potrawy po prostu nie może zabraknąć na stole. Jak przygotować samodzielnie uszka? Czy jest to trudne zadanie? Odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta. Gdy potrafimy coś zrobić i mamy w tym wprawę, nie jest to dla nas problem. Nowicjusze stosując się do rad, również poradzą sobie z przygotowaniem tego dania. U nas w domu uszka robi się od lat według sposobu prababci, babci, mamy i tak dalej, i tak dalej. Czas na zaklęcie darów lasu w delikatnym cieście, oprószonych nutą przypraw i świątecznej miłości. A więc do roboty.

Składniki na farsz:

- 2 duże garści suszonych grzybów (najlepsze są mieszane: podgrzybki, prawdziwki, koźlarze itp.),

- 1 większa cebula,

- 1 łyżka bułki tartej,

- 2 łyżki masła,

- ¼ łyżeczki soli,

- pieprz do smaku.

Składniki na ciasto:

- 2 szklanki mąki pszennej tortowej,

- około 2/3 szklanki dobrze ciepłej wody,

- 2 łyżki oleju roślinnego,

- 1/3 płaskiej łyżeczki soli,

- 2 łyżki masła do gotowania wody na uszka.

Przygotowujemy farsz

Pracę nad produkcją uszek (z przepisu powinno wyjść około 100 sztuk) najlepiej rozpocząć dzień wcześniej. Na kilka godzin (lub na noc) namocz więc grzyby, a później ugotuj je w niewielkiej ilości wody. Wywar może posłużyć do przygotowania zupy grzybowej lub być bazą do barszczu czerwonego na stół wigilijny.

Nasze prababki potrawy wigilijne przygotowywały na tłuszczach roślinnych, albo na oleju lnianym (smak tego oleju jest bardzo specyficzny i dla kogoś, kto wcześniej go nie jadł, raczej niezbyt smaczny). U mnie w domu używano masła. Na 1 łyżeczce masła podsmażam więc pokrojoną w kostkę cebulkę. Teraz należy ją zemleć wraz z ugotowanymi grzybami.

Na patelnię dodać resztę masła (około 1,5 łyżki), dorzucić grzyby z cebulą i przesmażyć, dosypać 1-2 łyżki bułki tartej. Farsz mieszamy i smażymy aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Na końcu przychodzi czas na przyprawy. Tutaj wystarczy sól i pieprz. Farsz powinien mieć wyrazisty smak. Gdy nie będzie dobrze doprawiony, później podczas gotowania uszek zrobi się mdły, a tego chcielibyśmy uniknąć. Niektórzy dodają do farszu jajko żeby był zwarty. Ja nie dodaję, bo jest to według mnie zbędne. Całość przełożyć do miseczki, a gdy ostygnie, włożyć do lodówki. Pracę można podzielić sobie na dwa dni i do lepienia uszek przystąpić na drugi dzień.

Przygotowujemy ciasto

Do miski należy przesiać mąkę i dodać 1/3 łyżeczki soli i 2 łyżki oleju. Dzięki dodanemu tłuszczowi ciasto będzie elastyczne i nie będzie tak szybko wysychać i pękać. Do miski trzeba wlać też dobrze ciepłą wodę (ale nie wrzątek). Ciasto należy wyrobić ręcznie aż będzie stanowić jednolitą masę. Zasada: zbyt luźne- dosypujemy mąki, zbyt twarde- dolewamy wody. Można go owinąć folią spożywczą lub aluminiową żeby „odpoczęło”. Musi być dobrze okryte żeby nie wyschło.

Na stolnicę wysypujemy trochę mąki. Odcinamy po kawałku ciasta i rozwałkowujemy go najcieniej jak potrafimy. Następnie tniemy go w paski o szerokości 2,5- 3,5 cm, a później w kwadraty (od wielkości kwadratu zależeć będzie wielkość uszek). Na środku każdego kwadracika należy ułożyć porcję farszu, a potem złożyć tak, by powstał trójkąt. Zlepiamy brzegi, a następnie łączymy ze sobą dwa rogi. W ten sposób tworzy nam się uszko. Gotowe układamy na jednej ściereczce i od razu przykrywamy drugą żeby nasze cudeńka nie wyschły nam i nie popękały.

W dużym garnku gotujemy osoloną wodę z 2- 3 łyżkami masła. Na wrzątek wrzucamy partiami uszka od czasu do czasu delikatnie mieszając. Gdy wypłyną, powinny jeszcze pozostać w wodzie jakieś 2-3 minuty. Pamiętajmy żeby woda gotowała się delikatnie, a nie gwałtownie. Ugotowane uszka wyjmujemy z garnka łyżką cedzakową. Można je przelać chłodną wodą i polać tłuszczem żeby się nie posklejały (tutaj są różne szkoły).

Uszka można również zamrozić. Do mrożenia nadają się uszka zarówno już ugotowane, jak i surowe. Ja mrożę surowe. Rozkładam wówczas pojedynczo uszka na szufladce (tak, by się nie dotykały), a gdy są już zmrożone, zsypuję razem do woreczka. Później zamrożone (to ważne!) wrzucam na wrzątek. Smakują jak świeżo zrobione i nigdy się nie kleją!



Zobacz również

Obrazek

Przewiń do komentarzy
























Komentarze

Dodaj swój komentarz

Przed publikacją zapoznaj się z Polityką Prywatności. Pamiętaj ponosisz odpowiedzialność za swój wpis!
By sprawdzić czy nie jesteś bootem, wpisz wynik działania: 1 + 2 =
W tym artykule komentarze ukażą się po akceptacji moderatora.